Serdecznie gratulujemy naszym siódmoklasistom wspaniałego spektaklu, który mieliśmy szczęście oglądać na scenie Centrum Kultury w Gdyni. Pod kierunkiem Pani Joanny Lisiewicz nasi uczniowie pokazali niezwykłe talenty aktorskie, przedstawiając wspaniały dwuaktowy spektakl oparty na „Balladynie” Juliusza Słowackiego. Na podkreślenie zasługuje fakt, że uczniowie samodzielnie przygotowali scenografię, plakat oraz stworzyli komiks interpretacyjny dotyczący dramatu.  W programie, którego fragment zamieszczamy na stronie, można przeczytać o przyczynach, dla których zdecydowaliśmy się na realizację tego przedstawienia. Kto nie widział, niech żałuje. Zapraszamy do galerii! Wkrótce zamieścimy również film:)

(fragment z programu do spektaklu)

DLACZEGO GRAMY „BALLADYNĘ”

W tym roku zachwycił nas Słowacki (choć słyszeliśmy od Gombrowicza, że „Jak zachwyca, skoro nie zachwyca?”). W każdym razie, nie bacząc na utrwalone w historii literatury polemiki wieszczów, zainteresował nas Słowacki swoją opowieścią o dwóch siostrach. Czytaliśmy, czytaliśmy, aż wyszło z czytania nam granie. Inscenizowanie. Na scenie Sali klasy VII B, którą co piątek przed godziną 15 aranżowaliśmy na chatkę Wdowy, las nad Gopłem, zamek Kirkora, odgrywaliśmy mrożące krew w żyłach dramatyczne sceny z tragedii Słowackiego. Tablica była nam oknem w domku sióstr,  zza którego dziewczęta dostrzegły przystojnego i bogatego Kirkora. Od słowa do słowa – złożył się spektakl.

W trakcie pracy nad inscenizacją zaczęły nurtować nas wątpliwości interpretacyjne. Zadaliśmy sobie pytanie: dlaczego w Balladynie było tyle złości, gniewu i determinacji? Przysłuchując się rozmowom bohaterów usłyszeliśmy ten XIX-wieczny tekst na nowo. Matka chyba rozpieszczała za bardzo Balladynę… Ignorowała lub z łatwością tłumaczyła jej arogancję. Alina natomiast była chyba dość wścibska w stosunku do starszej siostry, dokuczała jej z powodu powolnego wywiązywania się z domowych obowiązków, ironicznie prowokowała do „uwijania się” przy zbieraniu malin, a co najgorsze… wszystko wskazuje na to, że perfidnie ukryła gdzieś jej grzebień. Tak, tak, Balladyna kilka razy zadaje w sztuce pytanie: „Gdzie jest mój grzebień?” Alina na nie nie odpowiada ani też nie kwapi się do tego, aby pomóc siostrze w poszukiwaniach. Powiedziałby kto – drobiazg. Ale dla dziewczyny w jej wieku sprawa atrakcyjnego wyglądu to sprawa priorytetowa, zwłaszcza jeśli gra toczy się o być albo nie być żoną księcia, wyrwania się z nadgoplańskiej ubogiej chaty i ułożenie sobie szczęśliwego życia bez codziennej ciężkiej pracy w polu… Nie chcemy Balladyny oczywiście tłumaczyć, ale zawsze warto obejrzeć sprawę, zwłaszcza tak ważną i poważną,  z kilku stron. Tak też właśnie czynimy w naszej sztuce. Literatura jest dla nas lustrem życia, w którym bezpiecznie możemy się przeglądać, by jak starożytni Grecy przeżywać w teatrze swoje catharsis i mieć nadzieję, że dzięki temu doświadczeniu ze sztuką, prawdziwe życie przeżyjemy lepiej.