Po siedmiogodzinnej zaledwie podróży TLK – czyli TWOIMI Liniami Kolejowymi (tak, tak, to już nie są TANIE Linie) dotarliśmy do Warszawy.
Przeciągnąwszy walizy przez Marszałkowską i parę innych ulic, po których prowadziła nas (niestety) pełna energii Pani Beatka, dotarliśmy do naszego hostelu Mermaid, czyli Syrenka. Nie dostaliśmy szansy na odetchnięcie i popędziliśmy na obiad po to, by nabrać sił na wielogodzinny spacer po Warszawie…
Od PKiN zaczynając.
Jednak zanim weszliśmy wręczono nam niespodziankę – listę pytań od pani Justyny Zakrzewskiej – pytania z historii. Odpowiedzi szukaliśmy na tablicach w Pałacu, pytaliśmy pracowników tego miejsca. Pałac Kultury i Nauki – ten relikt socrealizmu i dowód przyjaźni, która burzliwa była – przywitał nas wystawą prac Leonarda Da Vinci. Wszyscy zafascynowani tym niesamowitym….

człowiekiem podziwialiśmy kopie dzieł malarskich, rysunki i modele jego wynalazków z wszelkich dziedzin. Człowiek Renesansu z małej włoskiej miejscowości jeszcze dziś zadziwia swym geniuszem. Druga część wystawy znajduje się na trzydziestym piętrze Pałacu, a zatem na tym samym, na którym są tarasy widokowe… i tu niektórzy z nas przypomnieli sobie, albo dopiero dowiedzieli się o tym, że mają lęk wysokości… Niesamowite widoki! Już mieliśmy nadzieję, że Pani Beatka zaczyta się w dziełach Leonarda lustrzanym pismem pisanych, ale nie… Ledwie jeden przystanek metrem pozwoliła nam przejechać i pognała przez Warszawę – co rusz to odczytując nam tablice pamięci – poprowadziła nas do Łaźni… czy Łazienek… Pani Marzenka mówiła, że to różnica… Łazienki rzeczywiście okazały się Królewskie – Chopin, pawie i pałace na wodzie. Toalety nie uświadczysz. Ale, ale… te pawie – ileż emocji, ileż filmów nagranych, ileż zdjęć, achów i ochów! Piękne ptaki prezentowały swoje ogony na deskach teatru na wodzie – urodzeni aktorzy! Potem Myśliwiecka (gdzie znajduje się radiowa „Trójka”), parę przystanków autobusem i… spacer na kolację i do hostelu.
Następnego dnia, spacer nad Wisłą i wreszcie Centrum Nauki Kopernika. I oczywiście lista zadań do wykonania od pana Marcina Gwiazdy. Wszyscy – bez wyjątku! – byli zachwyceni. Co za miejsce! Dla dzieci, dla dorosłych i nawet dla nastolatków, których niełatwo jest zainteresować. Tyle ciekawych rzeczy. Jasiowi aż zabrakło tchu – tak był zachwycony. Przerwa na obiad i powrót na wystawy centrum nauki. Wychodząc żałowaliśmy, że nie mamy karnetu miesięcznego… Gdy wyszliśmy z centrum nauki pani Beata zaproponowała… spaceeeeeeer…. na Stare Miasto. Zamek Królewski, Kolumna Zygmunta, restauracja Magdy Gessler…. i potężna ulewa! Uratowała nas ona przed spacerem do Grobu Nieznanego Żołnierza, do Barbakanu (który malowniczy według naszych pań)… Truchcikiem do metra minęliśmy Ministerstwo Zdrowia, Nike, Collegium Nobilium. Wróciliśmy do hostelu przebrać się i na kolację. Pyszna pizza.
Rano kolejna wyprawa: Muzeum Powstania Warszawskiego. Miejsce tak bardzo inne od innych. Momentami przygnębiające, jednak pokazało nam ono jak walecznym jesteśmy narodem, jak bardzo wolni chcemy być. Za wszelką cenę. Wzruszające chwile, przejmujące filmy, wstrząsające pamiątki. Nie potrafiliśmy stamtąd wyjść – jeszcze film „Miasto ruin”, który pokazał z lotu ptaka ogrom zniszczenia Warszawy po wojnie; jeszcze kanały, tak ciasne, a przecież suche i pachnące… Jeszcze zakup książek o historii naszej stolicy i naszego kraju… (nie, o dodatkowych pytaniach z historii nasi nauczyciele nie zapomnieli). Spacer, obiad, lody, spacer, bagaże, spacer, lotnisko, czas wolny na spacer, zaskakująco krótki lot. Dom.