W pierwszym tygodniu września klasy 6,7,8 wyjechały na wycieczkę integracyjną do Karpacza. Tym razem nietypowa, bo wierszowana relacja, którą napisała Michalina z klasy 8.
Na wycieczce w górach jestem,
Przyjechałam autokarem nie meleksem.
Gardło pobolewa mnie,
Strepsils nie zawiedzie? Chyba nie.
Śnieżka stromą górą jest,
Ale udało się nam na nią wejść.
Karpacz bardzo ładne miasto,
można tam zjeść karpatkę – takie ciasto.
Znalazłam tam naszyjnik z napisem „Michalina”
W kolorze złotego wina..
Następnie karaoke pośpiewałam trochę.
Stresik był, ale super moce miałam i się nie poddałam.
Dzień następny trudny: kłótnie, spiny, dramy
Do głowy wbiły twardo, ciężkie wydarzenie.
Na szczęście pani Beata zawsze ogarnie swoje plemię.
Pokój na szczęście nastąpił,
Oby nikt w to nie wątpił.
Oprócz tego swą stopę postawiłam w Jeleniej Górze.
Babcia Iwonka dołączyła i czuła się jak w swojej skórze.
Kawę mrożoną z Lenką wypiłam
I głupawki się nabawiłam.
Na Asi ćwiczyłam, jak podcinać ludzi
Niech nikt się nie łudzi!
Nigdy mi się to nie znudzi.
Na boisko potem poszłam
w siatkówkę sobie pograłam,
Piłeczkę odbijałam, jednak niedługo,
Bo ulewę napotkałam.
Pod drzewo się schowałam
I z Antkiem pośmiałam.
Potem „Lenkę” na sprzedaż wystawiłyśmy,
Bo dość kłopotów z nią miałyśmy.
Teraz Skalne Miasto czeka,
A ten czas szybko płynie jak rzeka.
Piękne skały widziałam
I na łódce popływałam.
(Leonardo DiCaprio się topił,
I „Titanica” tropił).
Skały kochanków widziałam
I sama ich przytulić chciałam.
Czechy odwiedziłam
I świetnie się tam bawiłam.
Ale przez deszcz do autokaru biegłam,
Gdzie wygodne i ciepłe fotele dostrzegłam.
A następnie o nauczycielach kabaret zrobiłyśmy
I nie żeby coś, ale wcale nie kłamałyśmy.
Na hutę szkła nastał czas!
Mam nadzieję, że ogień nie przeraża was,
Bo by cudne szkło powstało,
W gorączce wiele potu się lało.
Niezniszczalne łzy tam powstały,
Za ogonek pociągnąć – w proch się rozsypały.
Choroba mnie niestety chwyciła.
Czy ja mogę poczuć się lepiej?
Czy to już ta chwila?
Nie pomagał osłabiony organizm
We wchodzeniu pod górę.
Cóż to za wandalizm!
W Chojniku jestem, legendy słucham
I na zimne powietrze dmucham.
Swój lęk pokonałam
Do jaskini się wybrałam.
Ciemno tam bardzo było,
Ale wszystko dobrze się to skończyło.

































